Nawigacja
Magda Lenartowicz:Wolność czy pozorne bezpieczeństwo?

Dwa słowa wyjaśnienia – o tym, dlaczego to co się dzieje w tej chwili w Polsce jest ważne, na tyle ważne, że wrzucam ciągle nowe posty, cytaty, relacje – choć na ogół unikam wrzucania postów nawiązujących do kwestii politycznych.

Więc dlaczego teraz?

Bo tu nie chodzi już o politykę. Chodzi o zasady.
Poglądy polityczne każdy z nas może mieć inne. I dobrze. Bo to nie tylko naturalne, ale wręcz ubogacające, twórcze, mobilizujące do refleksji (nawet, jeśli w toku gorącej dyskusji każdy uważa, że te jego są najlepsze). Można też w sumie nie mieć żadnych, choć to już trochę gorzej.

Znam masę osób o innych poglądach niż moje. Z bardzo wieloma współpracuję. Bardzo wiele cenię. Wiele zwyczajnie bardzo lubię. W wielu przypadkach wiem czy wierzę, że to kwestia autentycznej wiary w jakąś ideę, troski, przekonania o słusznym kierunku.

Co więcej, decydując się na działanie w sektorze obywatelskim, tzw. trzecim sektorze niejako siłą rzeczy zdecydowałam się na współpracę z osobami o bardzo różnych poglądach (również innych niż moje), z różnych środowisk, dla osiągnięcia wspólnego celu. I to nie tylko nie jest bariera, ale zwłaszcza na szczeblu lokalnym coś, co otwiera wspólne drzwi. Często zresztą nawzajem tych swoich poglądów po prostu nie znamy - bo to jest sfera wolna od polityki. I to też jest ok.

Zasady to jednak coś, co jest/powinno być stałe. Bez względu na poglądy polityczne. To ta granica, której przekraczać nie należy. Kiedy zatem zostaje przekroczona – trzeba powiedzieć „STOP”.

I to jest właśnie ten moment.

Bo gdzieś tam na piramidzie 2 wartości są u mnie na górze. Jedna nazywa się „wolność” a druga „prawda”. I mam poczucie, że z obiema w tej chwili mamy problem.

Bo nie zgadzam się, że cel uświęca środki. Bo głęboko wierzę (i staram się wcielać tą zasadę w życie), że kiedy środki zaczynają być sprzeczne z celem, to znaczy, że coś idzie w niewłaściwą stronę.

Bo możemy się spierać o wizję państwa, kształt reform, działanie sądów, konieczność bądź nie zmiany konstytucji itp. itd. Możemy mieć – każdy z nas osobno – przekonanie o słuszności kierunku. Ale jest jedna prosta granica – prawo. Każde prawo, konstytucja jest tym podstawowym.

Nie można usprawiedliwiać łamania prawa koniecznością jego zmiany. A już tym bardziej argumentami typu „bo oni wcześniej”. Jeśli chcemy nowej jakości – zacznijmy od podwyższenia standardów. Zacznijmy od przestrzegania prawa.

Nie można usprawiedliwiać naruszania praw i wolności o tą wolność walką (bo jak dla mnie „walka z komuną” kojarzy się właśnie z walką o wolność).

Nie można usprawiedliwiać arbitralnego wprowadzania jednej wizji hasłami o słuchaniu głosu narodu.

Nie można usprawiedliwiać łamania zasad, w tym etycznych, podstawowych demokratycznych praw, jakim jest poszanowanie głosu mniejszości (politycznie: opozycji) nawet przy decyzji większości, ignorowania prawa do zabrania głosu, naruszania procedur, obraźliwych komentarzy, wszystkich tych rzeczy, które obecnie obserwujemy – nawet najbardziej szczytnym celem. Po prostu. Nie można.

A kiedy to się dzieje – nie można się na to godzić. Bez względu na to, po której stronie politycznego sporu stoimy na co dzień, czy też mamy go zupełnie gdzieś. Być może nawet tym bardziej wtedy nie można, kiedy jest się w środku. Dlatego szacunek dla jednego jedynego senatora PiSu, który zgłosił wczoraj poprawki do ustawy o sądzie najwyższym. Używając dokładnie tego samego argumentu – że nie można wolą narodu usprawiedliwiać łamania konstytucji, i mówiąc, że dlatego zrobi coś, co jest trudne, ale tak naprawdę bardzo proste. Bo są granice, których przekraczać nie wolno – tak po prostu.

A kiedy ma to miejsce, również tak po prostu naszym obowiązkiem jest się temu przeciwstawić. Po to, żeby żyć w demokratycznym państwie prawa, państwie wolnych obywateli, odpowiedzialnych za swoje słowa i działania i mogących liczyć na tą odpowiedzialność i poszanowanie zasad u innych, bez względu na okoliczności – takim, jakiego chyba wszyscy chcemy.

Nie czuję się dobrze w demonstracjach i manifestacjach. Nie bardzo nawet umiem się w nich odnaleźć. Nie nawykłam. Bo chociaż z natury (politologicznej jednak trochę, co zrobić) lubię i łatwo daję się wciągać w polityczne dyskusje w kameralnym gronie, to jednak „rzadko na moich wargach” (cytując poetę). Bo „widziałam, jak się na rynkach gromadzą kupczykowie, licytujący się wzajem, kto ją najgłośniej wypowie” (dla ciekawych jaką „ją” – odsyłam do całego wiersza). Więc nie potrafię krzyczeć. Rozumiem też wszystkich tych, którym z polskim życiem społeczno-politycznym kojarzą się przede wszystkim słowa „zawód” i „frustracja”. Sama wciąż raczej „pomimo wszystko wierzę, czekam” (nawiązując do starej piosenki tym razem).

Ale przychodzą takie momenty, kiedy trzeba zabrać głos. Właśnie „dla zasady”. Dla obrony tych zasad. Dla uczciwości bez względu na poglądy polityczne. Dla pokazania, że są granice, których nie wolno przekraczać bez względu na wszystko. Żebyśmy nie obudzili się, kiedy będzie już za późno.

Pomyślcie, czego chcecie. Nie mówcie, że to nie Wasza sprawa. A jeśli też się nie godzicie – chodźcie.

 

Magda Lenartowicz

 


Social Sharing: Facebook Google Tweet This

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.