Nawigacja
hm. Jolanta Kreczmańska - KTO TY JESTEŚ? JAKĄ MASZ ODZNAKĘ?

KTO TY JESTEŚ? JAKĄ MASZ ODZNAKĘ?


Programowiec czy kształceniowiec, czy może metodyk? Coraz bardziej osacza nas ten podział. Niezwykle szkodliwy, bo kształtujący myślenie o harcerstwie wręcz na bazie zaprzeczenia tego czym jest Harcerski System Wychowawczy.

Ja jednak jestem tylko i aż instruktorką – harcmistrzynią. Pewnie jak wielu z nas, którzy łączą w codziennej swej działalności program-metodę i ideał wychowawczy. Pewnie, jak wielu z nas, nie jestem ani kształceniowcem, ani programowcem lub tylko programowcem i kształceniowcem – jestem instruktorką, która łączy w swej instruktorskiej służbie oba te obszary. Pracuję z kadrą, co jest domeną zarówno programowców jak i kształceniowców. Niezależnie czy prowadziłam zespół kształcenia w hufcu czy namiestnictwo musiałam mieć ten sam zbiór kompetencji. Czy jestem metodykiem? Jasne – jak każdy harcmistrz, który ma bogate doświadczenie w pracy z kilkoma metodykami. Niepokoi i martwi mnie w jaki sposób próbuje się dokonać zmian w metodykach i instrumentach metodycznych. Praca nad ewentualnymi zmianami wymaga głębokiego zrozumienia każdego z elementów metody i bogatego doświadczenia w działaniu – a przede wszystkim dużej dojrzałości i praktyki instruktorskiej. Dobrze, gdy operację na otwartym sercu – prowadzi profesor. Byłoby dobrze byśmy sami doceniali harcerstwo i odpowiedzialnie modyfikowali jego zasady działania, byśmy nie próbowali wprowadzać zmian dla samych zmian - wszak nie chodzi o to żeby było inaczej, tylko chodzi o to by było lepiej. Uczenie się na żywym organizmie jest niebezpieczne i nieodpowiedzialne.

Nie można być dobrym kształceniowcem nie będąc dobrym metodykiem. Każdy kto prowadzi kształcenie powinien rozumieć i z wprawą stosować metodę harcerską oraz prawidłowo budować i realizować harcerski program w pracy wychowawczej. Nie można być dobrym programowcem nie będąc metodykiem i odwrotnie. Każdy podharcmistrz i harcmistrz będący osobowością (a przecież każdy instruktor by oddziaływać musi nią być) może być świetnym kształceniowcem na poziomie własnego stopnia instruktorskiego, a najlepszym potwierdzeniem jego kompetencji do kształcenia są szkolenia, które robi, opinie tych, którzy na tych szkoleniach byli i ich wpływ na działanie kursantów i kadry. Każdy podharcmistrz, szczególnie przy zapisach obecnego Systemu Stopni Instruktorskich, który gwarantuje wcześniejsze bycie wychowawcą w drużynie, powinien móc kształcić przewodników o ile… wcześniej dobrze prowadził drużynę. Każdy harcmistrz, który wcześniej efektami swojej służby instruktorskiej pokazał, że jest mistrzem harcerstwa powinien móc kształcić przewodników, podharcmistrzów. Każdy harcmistrz, który wcześniej poprowadził wiele dobrych kursów drużynowych, przewodnikowskich i podharcmistrzowskich powinien móc prowadzić kursy kadry kształcącej. Każdy harcmistrz, który swoją służbą, postawą, dorobkiem instruktorskim (i nie o drukowany mi tu chodzi) oraz odpowiedzialnością za ruch i organizację pokazał klasę – powinien móc kształcić harcmistrzów. Kompetencją powinna być krzyżówka stopnia instruktorskiego i osiągnięć (czytaj doświadczenia z dobrymi efektami). To te dwie rzeczy powinny być kluczem do możliwości kształcenia innych. Czy wtedy każdy harcmistrz będzie mistrzem w kształceniu? Oczywiście nie, ale czasem lepiej mieć dobry kurs niż żaden a żadna odznaka, co widzimy w praktyce, nie jest gwarantem jakości. To dlatego szukając kursów zawsze podkreślam, że kluczem jest komendant i komenda. To oni niezależnie od odznak są gwarantem jakości. 

Kształcenie jak harcerski program powinno być szyte na miarę, inspirujące i prowadzone z rozmachem. Powinno kształtować instruktorów a nie tylko ich kształcić. Standardy powinny być jedynie wsparciem. Odznaki co najwyżej znakiem jakości – jeśli w ogóle są potrzebne. Odznaki kadry kształcącej, kiedyś wprowadzone jako znak jakości, a potem pozostawione ze względu na niski prestiż stopnia harcmistrza i prób harcmistrzowskich – dziś nie świadczą o niczym, a często blokują rozwój harcerstwa szczególnie w mniejszych hufcach. Posiadanie odznaki nie jest dzisiaj gwarancją jakości, podobnie jak jej brak nie świadczy o braku kompetencji do kształcenia.

Genialność stopni instruktorskich względem wszelakich odznak namaszczających tych co rzekomo „znają się lepiej na kształceniu czy programie” polega na tym, że stopnie instruktorskie są holistyczne jak Harcerski System Wychowawczy. One dbają o równowagę siły własnej postawy i świadomości kogo wychowujemy, umiejętności działania metodą i tworzenia, i realizowania na ich bazie harcerskiego programu. Bycie instruktorem to działanie w zgodzie z Harcerskim Systemem Wychowawczym, a więc w zgodzie z ideałem wychowawczym, metodą harcerską poprzez harcerski program. Gdy brakuje choćby jednego z elementów – to nie oddziałujemy wcale i żaden z nas programowiec, kształceniowiec czy metodyk. Staliśmy się producentami i kolekcjonerami odznaczeń maści wszelakiej, by nikomu nie było przykro lub by komuś było miło. Dojrzałość i mądrość polega też na odpowiednim ważeniu rzeczy. Autentyczny autorytet instruktorski i wynikająca z niego siła oddziaływania są nie do przecenienia i nie wynikają z wielości znaczków i odznaczeń. Wśród ludzi dorosłych autorytet instruktorski jest ważniejszy od autorytetu funkcji. 

Ideał wychowawczy– jego rozumienie, praca nad sobą będąca podstawą wychowywania własnym przykładem i świadomość celów harcerstwa są kluczowe, tak samo dla zrobienia dobrego kursu, jak i programu drużyny. W harcerstwie chodzi o kształtowanie człowieka – bez głębokiej świadomości celu każdego działania w kontekście Prawa Harcerskiego nie wykorzystujemy szansy, jaką harcerstwo daje całemu społeczeństwu i każdemu młodemu człowiekowi – szansy na bycie dobrym, mądrym, prawym, kreującym rzeczywistość i szczęśliwym człowiekiem. Każde działanie instruktorskie bez świadomości celu wychowawczego jest marnowaniem czasu młodych ludzi, oszukiwaniem społeczeństwa na temat tego kim jesteśmy i pozbawianiem szansy na… bonusy wynikające z oddziaływania harcerstwa. Nie wolno nam marnować szansy tych młodych ludzi, szansy jaką daje harcerstwo, na ich lepsze życie i ich otoczenia.

Metoda harcerska musi być domeną każdego kształceniowca. Gdy kształceniowiec nie działa systemem małych grup, nie uczy w działaniu, nie wykorzystuje też pośredniości to jedynie przekazuje teorię bez szansy na jej prawidłowe wdrożenie w życie. Tak mówiąc zwyczajnie – on nie przekonuje do działania metodą, nie pokazuje, że jest skuteczna – on jej zaprzecza, a więc osłabia szanse na skuteczność kształcenia. A harcerstwo to życie, a nie teoria. To realne oddziaływanie w wypracowany najlepszy sposób – metodą harcerską, której skuteczne mechanizmy świat zewnętrzny odkrył wiele lat później. 

Program harcerski musi być stale doskonalony, dostosowany do indywidualnych potrzeb, ale zbudowany i realizowany na bazie metody. Nie możesz być „programowcem” jeśli nie jesteś metodykiem – używając tego sztucznego i nieprawdziwego podziału. Dlaczego? Bo program buduje się na bazie systemu stopni harcerskich i sprawności, w kontekście systemu małych grup i opierając się na uczeniu w działaniu. Oczywista oczywistość, którą gdzieś zatraciliśmy. Również dlatego tej klasy harcmistrzowie co profesor Aleksander Kamiński, profesor Andrzej Janowski czy profesor Bogusław Śliwerski mówili o "pedagogii harcerskiego wychowania", o "harcerstwie wpisanym w życiorys", o pedagogice społecznej, odnosząc ją tak dalece do praktyki harcerskiej. Owa pedagogia to nic innego jak praktyka wychowawcza, mająca swoje uzasadnienie w refleksji i doświadczeniu. Naturalność, prostota, indywidualność i swoista atmosfera wychowawcza są konieczne dla siły oddziaływania harcerstwa. Nie wolno go opierać na gotowcach, sztywnych instrukcjach, okazjonalnych festynach. Program harcerski musi być ciągłym i spójnym działaniem wychowawczym opartym na metodzie i zbliżającym do ideału wychowawczego. Musi być autentyczny i wybiegać poza sztampę, bo harcerstwo do wychodzenia poza utarte ścieżki, ma przygotowywać - ma rozwijać odwagę, samodzielność i kreatywność. Powtarzamy jak mantrę od lat, że program musi być indywidualny, budowany w drużynie i dla tej konkretnej drużyny – a jednocześnie od lat wypieramy umiejętność budowania programu harcerskiego poprzez standardy, które dziś stały się programami kursów. By czegokolwiek nauczyć, w czymkolwiek wesprzeć trzeba umieć to nie tylko w teorii. Praktyka działania uczy pośrednio, uwiarygadnia przekaz i przekazującego, wzmacnia merytorykę poprzez właściwe wydobywanie treści i pozwala na właściwy dobór formy. Nie można uczyć efektywnie gotowania nie będąc kucharzem. Można nauczyć się przepisów na pamięć i nawet je przekazać innym, ale skutek takiego szkolenia i tak będzie mierny by nie powiedzieć szkodliwy.

W wielu dziedzinach „mniej znaczy więcej”. W harcerskim systemie wychowawczym, w pracy z kadrą to też obowiązuje. Komplikowanie, dzielenie instruktorów na różne grupy w poprzek stopni instruktorskich, dodatkowe certyfikowanie każdego działania, zastępowanie myślenia gotowcami jest drogą donikąd – rozmywa sens, spłyca, pozbawia ważnej w wychowaniu kreatywności, do której potrzebne jest poczucie wolności. I mam nadzieję, że mamy na tyle jeszcze „szeroki kąt widzenia” i na tyle patrzymy „ponad horyzont” by czuć odpowiedzialność za to, gdzie zmierza ZHP – największa organizacja harcerska w Polsce. To w dużej mierze od nas zależy siła oddziaływania ruchu harcerskiego w Polsce na wychowanie przyszłych pokoleń teraz i w przyszłości.

Jola Kreczmańska
harcmistrzyni


Social Sharing: Facebook Google Tweet This

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.