Nawigacja
Korowody z papierem - Praca Zbiorowa

Korowody z papierem

Papier jest, ale go nie ma! W ślad za koncesją na wydawanie HaEr-a dostaliśmy ”Przydział papieru” z Ministerstwa Kultury, dość skomplikowane zasady wydawania miesięcznika, oraz innych wydawnictw, co było dla nas zaskoczeniem, ale, jak się okazało, wynikało z wyjścia z zaklętego kręgu broszur „do użytku wewnętrznego”. HR miał mieć format a4 i 40 stron objętości, żadnych ograniczeń w technikach druku i…własny kolportaż, bo tylko wejście z tytułem do RSW „Prasa, Książka, Ruch” umożliwiało zmonopolizowany kolportaż przez kioski, czy księgarnie z prasą. Tego nie chcieliśmy, bo oznaczało to praktyczne poddanie naszej działalności obcej instytucji, zarówno organizacyjnie, kadrowo, jak i tematycznie. Znaliśmy dobrze losy harcerskiej prasy i wydawnictw po wojnie, opisane we wspomnianej wcześniej książce Wojciecha Śliwerskiego, (Wydawcy gorszego Boga).

Ale wróćmy do papieru. Kolejnym warunkiem MKiS było coroczne składanie planu wydawniczego czyli wykazów tytułów, autorów, objętości, formatu i nakładów planowanych tytułów. Po prostu – daliśmy wam papier, to teraz zatwierdzimy to, co chcecie wydać. Do tego „planowania” wrócimy, bo karkołomne podchody z takim planem wymagają osobnego potraktowania.

Pan, a właściwie druh Tadeusz Zachariasiewicz okazał się dusza człowiekiem, na pierwszym spotkaniu opowiedział nam o swoich harcerskich latach we Lwowie. Okazało się, że ma stopień podharcmistrza, co nam okrutnie zaimponowało, rzecz oczywista. Spytał nas o konkretne książki harcerskie, które chcemy wydać. Gdy na stole znalazł się Informator Harcerski pod redakcją druha hm Wacława Wierzewskiego, druh dyrektor oznajmił, – Wacka książka? Macie załatwione, drukujemy u nas, papier mam ze…zrywów! Nakład ustalimy!

Na marginesie, druh hm Wacław Wierzewski, to senior harcerskich wydawców, któremu ZHP zawdzięcza wznowienia wszystkich ważniejszych tytułów harcerskich po II Wojnie Św., i po 1956 r.

W trakcie tej rozmowy usłyszeliśmy magiczne zaklęcie – „zrywy”. Co to takiego? Otóż ogromne maszyny rolowe, a drukarnia Wydawnicza miała wtedy chyba największy park maszynowy w kraju, wymagały pracochłonnego ustawiania, zarówno przed drukiem, jak i w trakcie, gdy trzeba było przerwać proces drukowania z powodów technicznych. To generowało straty, bo długic taśmy papieru rolowego, zgodnie ze stosownym normatywem należało odpowiednio dociąć i połączyć. W ramach tzw. racjonalizacji, ten „strategiczny surowiec” odpadowy był skrzętnie cięty na arkusze drukarskie do maszyn offsetowych i skrupulatnie magazynowany, pozostając w dyrektorskiej gestii. I tak podłączyliśmy się do tego „sezamu”, dzięki czemu niejeden tytuł harcerski ukazał się w Drukarni Wydawniczej w dużym nakładzie, jak choćby pierwsze „oficjalne” wydanie Wademecum Zastępowego1 hm. Marka Kudasiewicza czy wspomniany Informator Harcerski . Druh dyrektor zapewnił nam też obsługę naszych 50 ton „przydziałowego” papieru.

Na terenie Drukarni Wydawniczej znajdowały się rejonowe magazyny przedsiębiorstwa zaopatrzenia „Grafpapier”, czyli kolejnego, jedynego monopolisty w obrocie papierem w Polsce. Kierowniczką tych magazynów okazała się wielce życzliwa harcerzom osoba. „Dawać mi tu ten przydział, rzekła zachęcająco, gdy po telefonie dyr. Zachariasiewicza zjawiliśmy się u niej: – Wy serdeńki niczego nie zwojujecie, tego papieru i tak nie ma, pewnie jeszcze nawet nie jest w planach produkcyjnych! Ja to załatwię!. Jakiś miesiąc później Pani Krysia kazała nam się zjawić w magazynie – jedna z hal była zastawiona paletami z papierem w pełnych arkuszach. – No to serdeńki sprawdzamy ten wasz przydział.

– Panie Franku, wybierze pan 10 palet losowo i przeważy. Od miesiąca leje, to papier ciężki, to wagowo na paletę jest na bank za mało arkuszy w stosunku do normy. Tu mi podpiszcie reklamację!

Nie byliśmy w stanie wykrztusić ani słowa, podpisaliśmy. Za tydzień z wytwórni papieru przyjechała ekipa i przeliczyła losowo kilka palet. Brakowało arkuszy! W efekcie dostaliśmy ekstra papier!

W tamtych czasach „układu scalonego”, jak zwykło się kpić, zdarzały się różne dziwne łamańce przydziałów, produkcji, czy handlu. Na przykład „papier pakowy”, czyli papier do pakowania towarów. Zwykle służyły do tego gazety, ale pewne tytuły były bardzo niepopularne, bo „papier był śliski, a farba śmierdziała ostro jakąś chemią”.

A prócz tego, tych głoszących „Prawdę” gazet nie wypadało kupować. Ale w części sklepów pojawiał się piękny, bielutki papier do…pakowania. Nasi drukarze rozpoznali w nim wspaniały offset III klasy z Kwidzynia! Błyskawicznie rozeznaliśmy, że rozprowadza ten „papier pakowy” kolejny monopolista – przedsiębiorstwo wojewódzkie dystrybucji sprzętu…sportowego ARPiS. I był to też papier ze zrywów technologicznych, ale w procesie produkcji. Od tego odkrycia nie było już w Małopolsce „papieru pakowego”, za to było więcej harcerskich książek. Śladem tego tropu pojechaliśmy też do Kwidzynia, gdzie zaprzyjaźniliśmy się z pewnym starym harcerzem, który odpowiadał w fabryce za papier rolowy zwracany w ramach reklamacji. Otóż, papier poligraficzny, jak już wspomniałem, był „niebezpiecznym, surowcem strategicznym na froncie walki ideologicznej” i jako taki, był ściśle reglamentowany, do momentu w którym wylatywał z systemu. A to były właśnie reklamacje. Ponieważ wszelkie rozliczenia odbywały się gdzieś centralnie, taki reklamowany towar był niebotycznym problemem dla „systemu”, bo ani go sprzedać, bo może trafić do jakiś wrogów ludu, czyli…”prywaciarzy” (właścicieli zakładzików tzw. „prywatnej inicjatywy”).

Zgroza! Zwrócić wielce ograniczonym transportem też było kłopotliwe. To sobie taki papier gdzieś leżał miesiącami w magazynach ogromnych drukarni w totalnym zapomnieniu. Jak wspomniałem, sprzedać go nie było można, ale przekazać „organizacji polityczno – wychowawczej” już tak, i kłopot z głowy i zasługa wielka. Mieliśmy w Krakowie w zaprzyjaźnionej spółdzielni poligraficznej możliwość pocięcia tych „wybrakowanych” roli na arkusze, w zamian za udział w zdobyczy. I tak jakoś nam papieru nigdy nie zabrakło.

1 r. wyd. 1988

 

 


Social Sharing: Facebook Google Tweet This

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.