Nawigacja
Podchody wydawnicze, czyli jak drukować na powielaczach i stworzyć drukarnię z niczego

Podchody wydawnicze, czyli jak drukować na powielaczach i stworzyć drukarnię z niczego

O jednej z zaprzyjaźnionych drukarni już wspomniałem, druga nam cięła role na arkusze. A trzecia, „studencka” nam drukowała. W tych dziwnych, powoli już zapominanych czasach, wszelki druk, powielanie, papier a do lat 60-tych nawet maszyny do pisania, to były środki „walki ideologicznej”, ściśle kontrolowane, i reglamentowane, jak dziś broń palna. Harcerskie komendy posiadały zarejestrowane powielacze spirytusowe, okrutnie śmierdzące wynalazki i trochę bardziej zaawansowane powielacze białkowe. Drukowanych materiałów nie trzeba było zanosić do cenzury, ale trzeba było je ściśle zaewidencjonować i archiwizować. Ogólnie, to była parodia, ale kalek białkowych bez pisma z Chorągwi się nie dostało. Te powielacze łączyła jedna wspólna cecha, wydruki były ledwo czytelne, co dziś sprawia nie lada kłopot. Trudno odczytać np. nazwiska mianowanych kiedyś osób z powielanych rozkazów.

W Białym Szczepie dziwnym trafem mieliśmy taki podwójny spirytusowy powielacz. Praca na nim polegała na użyciu specjalnych, trudnych do zdobycia kalek, które odbijały pismo na arkuszach kredy. Takie zapisane na maszynie arkusze były wkadane do powielacza na bęben. Nawilżane spirytusem arkusze odbijały niebieskie wydruki na papierze. Ubocznym efektem był okropny, otumaniający zapach – harcówka śmierdziała jak bimbrownia. Ponieważ powielacz przekazał Szczepowi ojciec hacerza – oficer MO, nikt się nas jakoś nie czepiał. Ale to była prymitywna i paskudna powielarnia. A my chcieliśmy w Szczepie wydawać prawdziwe książki. Dlatego daliśmy się namówić do "kolaboracji" z Krakowską Komendą Chorągwi.

W "naszym", nowo zorganizowanym Wydziale Wydawnictw Komendy Chorągwi szukaliśmy sposobów na „prawdziwy” druk. W ramach współpracy tak zwanych Demo – Ludów, czyli krajów w orbicie Moskwy, Czesi produkowali całkiem niezłe maszyny offsetowe marki Romayor. Był to znowu centralnie rozdzielany sprzęt, ale prawie każdy państwowy zakład je posiadał. Niestety, były one nieodpowiednio wykorzystywane, ponieważ oficjalnie zaklasyfikowano je jako powielacze, chyba celowo.

Druk odbywał się co prawda z płyt offsetowych, na które obraz przenoszony był na kserografach. Nie były to prawdziwe płyty powlekane materiałem światłoczułym, a po prostu sama aluminiowa folia, na której obraz powstawał w kserografie z utrwalonego pyłu metalicznego. Ta w swej istocie barbarzyńska metoda nosiła nazwę „druku z suchych płyt”. Była niebezpieczna dla zdrowia, bo obraz utrwalany był amoniakiem, którego opary wyżerały śluzówki, zaś same płyty niszczyły wałki drukarskie maszyn.

Nasi zaprzyjaźnieni studenci mieli dwie takie maszyny. I na nich głównie dla nas drukowali HaEra i książki. Jakość tego druku była słaba, dlatego z czasem zaczęliśmy myśleć o pełnym, wielobarwnym druku offsetowym. Ale to już dzieje powstania Harcerskiej Oficyny Wydawniczej.

 

 


Social Sharing: Facebook Google Tweet This

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.