Nawigacja
Podchody wydawnicze czyli niebezpieczne gry z cenzurą - Praca Zbiorowa

Podchody wydawnicze czyli niebezpieczne gry z cenzurą

Z chwilą utworzenia Wydziału Wydawnictw Krakowskiej Komendy Chorągwi siłą rzeczy musieliśmy się „wpasować” w istniejący w kraju system wydawniczy. I trzeba było to zrobić wbrew centrali harcerskiej, bo ta w „systemie wydawniczym” funkcjonowała od samej reaktywacji ZHP w 1956 r. i zazdrośnie strzegła swych „przydziałów i rozdzielników”, tym bardziej, że powstałe po 1956 r. roku Wydawnictwo Harcerskie zostało przejęte w 1976 roku przez „Młodzieżową Agencję Wydawniczą” („Organ Federacji Socjalistycznych Związków Młodzieży”) i skarlało do wymiaru redakcji „harcerskiej”, jednej z wielu, mało znaczącej, w tym molochu wydawniczym, co było tragiczną okolicznością, mimo kierowania tej redakcji przez bardzo doświadczonego harcmistrza i polonistę Adama Czetwertyńskiego. Druh Adam był dobrym fachowcem, a nawt szczepowym "Trójek" Warszawskich, ale monopolistyczne stery wydawnicze Gieki dzierżył mocno.

Nasze samodzielne poczynania jawiły się w Warszawie, jako zakusy na to, co było od lat pewne i przyznane GK ZHP, bo przecież „dadzą do Krakowa, to nam uszczuplą!”. I co to za decentralizacja, sami mają decydować, co wydawać? Bez naszych komisji, weryfikacji, sprawdzenia. Narozrabiają, wiadomo, to Kraków, oni tacy jacyś niepewni i skautowi, narozrabiają „politycznie” a my bekniemy. „Wadza”, to…”wadza”.

Mimo wszystko sprawy zaszły już za daleko, mieliśmy własne możliwości i „system” nas tolerował. Tylko jak sobie w tym systemie poradzić? Jak wydawać to, co chcemy i nie pociągnąć za mocno „tygrysa za ogon”? Trzeba było wypracować metody podchodów pod cenzurę.

Plan wydawniczy całoroczny zatwierdzaliśmy jako pierwszy etap „gry”. Wojciech Śliwerski, redaktor naczelny Oficyny, odpowiadał za jego tworzenie. Wprowadzał nazwiska autorów możliwie szeroko, zaś tytuły pozycji były najczęściej takie dość ogólne i w miarę hermetyczne w swej terminologii harcerskiej. Chodziło o to, by w momencie konkretyzacji danej pozycji „podmienić” ogólny tytuł, na właściwy. Można to było załatwić stosownym wnioskiem już w Krakowie. Jakiś dziwnie enigmatyczny tytuł zamieniał się nagle w konkret – Jan Koralewski jakoś nie dał rady napisać „Dziejów zastępu Stokrotek”, ale za to pozyskaliśmy nowego autora, Krzysztofa Blusza. Po miesiącu okazywało się, że druh Blusz nie zgłębił historii Stokrotek, za to „popełnił” pracę „Ewolucja modelu wychowania w Skautingu 1909 – 45” (HOW 1988). I ta ścieżka działała niezawodnie, aż do upadku cenzury.

Drugim elementem podchodów były manipulacje z tekstem samej książki. To już było działaniem dość ryzykownym. Drukarnia mogła przyjąć do druku tylko maszynopis książki opatrzony stosowną pieczęcią i znakiem cenzora. Warto zerknąć na książki wydane przed 1989 r.

W stopce mają dziwne symbole, które pojawiły się po wojnie, na przykład broszurka „Krajowy Zjazd działaczy harcerskich w Łodzi” ma symbol B-21, pod którym kryje się tajemnicza osoba w cenzurze, która sprawdziła „prawomyślność” materiałów i dopuściła je do druku.

To, co robiliśmy na tym tropie podchodów było już skrzętnie ukrywane. Ingerencje cenzury w artykuły HaEra były kodowane w Magazynie Andrzeja Mroza, w formie fraszek, lub rysunków Adama Hanuszkiewicza. O dziwo, tylko raz zdarzyło się, że cenzor zrzucił nam cały artykuł o absurdach organizacyjnych obozów wędrownych w Bułgarii. Naczelny HaEra Paweł Raj został wezwany do Urzędu, i usłyszał, że z artykułu „biją aluzje do… Związku Radzieckiego, a wiecie, że towarzysze radzieccy nie mają poczucia humoru”. I już! Tak tragikomicznie nie bywało już z książkami, za ten „sektor” odpowiadał szef Działu Wydawniczego, czyli autor tych wspominków. Pomijając niezbyt miłą atmosferę Urzędu, istniała świadomość, że to jest po prostu poważny segment służby bezpieczeństwa i każde nasze poczynania są kolejnym materiałem do stosownego raportu. Na szczęście w latach 80-tych wyraźnie już było widać „zmęczenie materiału” tego całego „układu scalonego” i wszyscy sobie z tego zdawali sprawę. Ale formalności nadal obowiązywały. Ewentualne konsekwencje też. Pierwszy taki „numer” z manipulowaniem tekstem miał miejsce w Informatorze Harcerskim, gdzie udało się przemycić jako ”historyczne” przedwojenne Przyrzeczenie Harcerskie. Niezłe kluczenie manuskryptem było przy wydawaniu Obrzędowego Pieca, gdzie lilijki Światowych Organizacji Skautowych znalazły się jako ozdobniki rozdziałów, cenzor nie załapał, myśląc pewnie, że to jakieś francuskie herby miast.

Gorzej było z Modlitwą Harcerską, bo ta po prostu została wykreślona. Ale w wydaniu się znalazła, jako …errata.

W drugiej połowie lat 80-tych poczynaliśmy sobie już bardziej bezczelnie. Czasem drukarnia dostawała nowy, ten na którym nam zależało maszynopis, podłożony pod ostemplowaną przez cenzurę kartę tytułową, zaś egzemplarze tzw. gwarancyjne, były osobno wykonywane z pierwotnego tekstu na nowoczesnym ksero, które dostaliśmy od skautów z Norymbergi i elegancko oprawiane w drukarni we właściwe okładki. Czym to groziło, myślę, że nie muszę tłumaczyć, bo egzemplarz cenzorski miał parafki na każdej stronie. Przykładem wpadki o której pamiętaliśmy dobrze, była wspomniana już historia śpiewnika, pod koniec lat osiemdziesiątych, gdy w jednym z liceów, nauczyciel obronności, „urzędowy” informator SB, odebrał harcerce nasz osławiony śpiewnik Białego Szczepu, wydrukowany dużo wcześniej, zupełnie nielegalnie (zanim jeszcze powstała Oficyna), z okazji zlotu 70-lecia harcerstwa na Błoniach.

Rozsierdzony belfer – funkcjonariusz, chcąc się pewnie wykazać, oskarżył o to wywrotowe, podziemnie wydawnictwo…Oficynę, pewnie dlatego, że szefem Działu Wydawniczego był wieloletni szczepowy BS-u, autor wielu publikacji. Sprawa na szczęście rozeszła się po kościach, czyli najpewniej została umorzona, bo cały system szybciej niż postępowanie się …rozleciał, a cenzura szła do likwidacji. Po tych podchodach zostały pewnie jakieś teki raportów w IPN i nasza satysfakcja, że udało się wydać wszystko, na czym nam zależało.  

 


Social Sharing: Facebook Google Tweet This

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.